null

Nomadland. W drodze za pracą - najlepszy reportaż 2020 roku

Drukuj otwiera się w nowej karcie

Za swoją książkę Jessica Bruder otrzymała Nagrodę im. R. Kapuścińskiego, nagrodzona została także tłumaczka książki, Martyna Tomczak. O walorach tej niezwykłej opowieści pisze Katarzyna Surmiak-Domańska, przewodnicząca jury Nagrody.

Jedną z najważniejszych cech dobrej reporterki, dobrego reportera, jest umiejętność dostrzegania wielkiego tematu tam, gdzie inni nie widzą nic szczególnego. Sześćdziesięcio-, siedemdziesięcio-, a nawet osiemdziesięciolatkowie mieszkający w kamperach i vanach, podróżujący po kraju w poszukiwaniu sezonowego zarobku, stanowią element krajobrazu Stanów Zjednoczonych od lat. Zanim jednak Jessica Bruder wydała książkę „Nomadland. W drodze za pracą”, dziennikarze trywializowali zjawisko workampingu. Pisano o ekscentrycznym hobby emerytów, o modzie na minimalizm. Było to tym łatwiejsze, że sami workamperzy lubią mówić o swoim życiu w superlatywach. Odrzucają stygmatyzującą łatkę „homeless” - bezdomni. Wolą określenie „houseless”. Bezmiejscowi - takie słowo wybrała autorka znakomitego przekładu Martyna Tomczak. 

Jessica Bruder odsłania prawdę, od której już nie można odwrócić oczu. Oto w jednym z najbogatszych państw świata, ludzie, którzy - chociażby ze względu na swój kolor skóry i wykształcenie - teoretycznie należą do grupy uprzywilejowanej, dziś walczą o przetrwanie. Kryzys z 2008 roku wyrzucił ich poza wygodny świat klasy średniej, który przez całe życie wydawał im się oczywistością. Stracili pracę, oszczędności, musieli zaczynać od zera. Kiedy sytuacja na rynku polepszyła się, okazało się, że dla nich powrotu nie ma. Ich miejsca zajęli młodsi. Nie mając również szans na spokojną emeryturę (zawartość ich emerytalnych kont wyparowała), stali się uchodźcami we własnym kraju. Uciekają przed skwarem, zimnem, dzikimi zwierzętami, przemieszczając się tam, gdzie jest szansa na zdobycie środków do życia. Po kilkanaście godzin dziennie pchają ciężkie wózki w magazynach Amazonu, myją toalety w ośrodkach wczasowych, zbierają owoce na plantacjach. Często pracują nawet nie za marny grosz, ale za samo miejsce parkingowe, za darmowy dostęp do prądu, wody, automatu wydającego środki przeciwbólowe. W tym samym czasie z mediów płynie przekaz o akcji Amazona oferującej pracę tymczasową, która ma być rzekomo ekscytującą przygodą: „Pracując ciężko, możesz się bawić i tworzyć historię!” - głosi slogan reklamowy firmy. Czy nie brzmi to jak kapitalistyczna dystopia, surrealizm wyjęty z opowiadań George’a Saundersa?

Inną pożądaną cechą reporterską jest umiejętność stawiania pytań, które zostają z czytelnikiem na dłużej. Pierwsze, które nasuwa się po lekturze książki Bruder, brzmi: skoro w tak dobrze funkcjonującym państwie jak USA, rząd zostawia masy obywateli za burtą, co może stać się u nas? Czy jakikolwiek system ekonomiczny gwarantuje dziś bezpieczeństwo? Strumień pytań zdaje się nie mieć końca. Bo trudno nie wspomnieć amerykańskich wędrowców, śledząc choćby dramatyczne wiadomości o Afgańczykach uciekających z ojczyzny opanowanej przez fanatyków religijnych, czy o mieszkańcach republiki Kiribati, których kraj znika pod oceanem podnoszącym się na skutek ocieplenia klimatu. Kiedy przyjdzie kolej na nas? Czy ktoś opracowuje dla nas jakieś nietymczasowe rozwiązanie?

Jak mówi Anita, jedna z bohaterek reportażu: 

Ludzie czerpią spokój ze stabilizacji, a ja nie wiem, czy to przypadkiem nie iluzja. Kiedy odkrywasz, że to, w co wierzyłaś, wcale nie jest prawdziwe, tracisz orientację. Ta prawda, w którą wierzyłaś, zbyt mocno w tobie siedzi. Żeby zmienić myślenie, trzeba porządnie dostać w łeb

Tym, co przesądza jednak o literackiej klasie reportażu „Nomadland”, jest jego niejednoznaczność. Bo ta katastroficzna opowieść przekornie niesie w sobie zadziwiający ładunek optymizmu. Widzimy skrajnie ubogich ludzi w tak zwanym wieku poprodukcyjnym, w których wzbiera niezwykła mobilizacja. Nie czekają, aż zadba o nich państwo, krewni. Biorą los w swoje ręce. Zaczynają się w swojej bezmiejscowości urządzać, usprawniać ją, budują wokół niej kulturę. W odróżnieniu od koczowników z czasów Wielkiego Kryzysu lat 30. nie marzą o powrocie do tego, co było. Na naszych oczach tworzy się nowoczesna wspólnota bez przywódców, bez ideologii, alternatywna wobec rodziny, nacji, kościoła. Jej członkowie borykają się ze zdrowotnymi, w tym psychicznymi, kryzysami, ale też uczą cieszyć się nieznanym wcześniej rodzajem wolności, snują plany, chwytają się szansy, jaką daje podróż. 

Jessica Bruder spędziła z nimi trzy lata. Na pewien czas sama przeprowadziła się do auta, pracowała w polu. Jednak, jak pisała kiedyś Maria Janion: „Nie wystarczy coś zobaczyć, przeżyć lub nawet pojąć. Trzeba jeszcze umieć to opowiedzieć.” Bruder opowiada tak, że zaczynamy widzieć świat oczami workamperów, w myśli meblujemy nasze własne samochody - mieszkania. Podziw budzi zwłaszcza idealnie wyważony ton opowieści. Wolny od patosu, ckliwości, a zarazem pozwalający poczuć grozę położenia bohaterów. Ogromną wartością są rozdziały wyjaśniające ekonomiczne i historyczne tło współczesnego nomadyzmu, bez nich książka byłaby bez wątpienia mniej zajmująca.

Znakomity tandem z autorką tworzy tłumaczka. Martyna Tomczak z wyjątkową wrażliwością podąża za niuansami narracji, sprawnie poruszając się pomiędzy jej różnymi rejestrami - od napisanych przystępnym, ale wolnym od potoczności językiem fragmentów socjologicznych po słowotwórczy kolokwializm workamperów. Bezbłędnie wyczuwa, kiedy zostawić jakieś słowo w oryginalnym brzmieniu, a kiedy znaleźć, wymyślić polski odpowiednik. Ale przede wszystkim oddaje to, co wcześniej doskonale uchwyciła Bruder: poczucie humoru nomadów, ich pozytywną energię, rytm życia w drodze.

Jest między nimi porozumienie, rodzaj pokrewieństwa (...) Gdy komuś psuje się bus, robią szybką zrzutkę. Łączy ich zaraźliwe przeczucie, że wokół dzieje się historia. Kraj się gwałtownie zmienia, kruszeją stare mury, a oni znaleźli się w epicentrum czegoś nowego.

Nie powinno to dziwić. Naukowcy już dawno obalili pogląd, że ewolucja to walka, w której wygrywa najsilniejszy. Wygrywa ten, kto potrafi się lepiej przystosować. A najskuteczniejszymi strategiami adaptacyjnymi są współpraca, empatia, altruizm. Wszystko to mamy wdrukowane w DNA. Jessica Bruder nie pozostawia nas więc bez nadziei. Może warto dostrzec w jej bohaterach nie tyle rozbitków, co pionierów nowej rzeczywistości, która czeka gdzieś za zakrętem naszej drogi?